![]() |
|
conspiracionblog |
Firmowa pieczątka. 2012-02-09 20:19:01 Człowiek uczy się całe życie. Właśnie dziś odkryłem, że INXS było założone w SIDNEY. Aussies! Oi! (kocham Nową Zelandię, Austrialię i wszystkie wysepki do okoła) Historia właściwa, wszelkie podobieństwo do osób jest przypadkowe Jeśli muszę komuś przypominać to wspomnę, że pracuję w korporacji. W biurowcu jest nas ponad tysiąc. Ponad tysiąc identyfikatorów, tysiąc par butów, dwa tysiące rąk, nóg, oczu. Dzięki temu statystycznie w budynku jest około sześciuset kobiet. Liczyłem to ze dwa razy a statystyka nie kłamie, chociaż traktuję wyniki statystyczne zazwyczaj jako coś co ma polepszyć humor niż pokazać stan faktyczny. Więc tak - księgowość - oblegana przez kobiety. HR - same kobiety. Działy zakupów - ogrom kobiet. Asystentki, sekretarki, specjalistki... uwielbiam ten budynek. Osobiście, z racji wykonywania swoich obowiązków, mam dość dobry kontakt z działem księgowości co zasadniczo bardzo mi się podoba. Wiecznie wiszę na słuchawce z jakąś kobietką i w zasadzie czuję się, jakbym jedną nogą siedział u nich w dziale. Dlaczego tak się dzieje ? Dużo łatwiej przychodzi mi się dogadać z piejącym, ćwierkającym zastępem dziewuch niż z jednym męskim specjalistą. Owszem, takiej koleżance trzeba wyjaśnić wolno i powoli, drukowanymi, pomóc. Jednak mimo tego, że nie zrozumie to zawsze się uśmiechnie, podziękuje, wysłucha i zada pytanie jeśli nie rozumie. Faceci są inni, to nadęte buraki. Chuj - nie rozumiem ale nie zapytam się bo mi duma nie pozwala, co potem skutkuje w milionach maili. Zresztą nie będę się słuchał jakiegoś gnojka. Faceci są dobrymi spejalistami ale są chujowymi kolegami w pracy. Z koleżankami można iść na obiad, do kuchni pozmywać naczynia po jedzeniu, zrobić herbatę, iść na fajka przy okazji załatwić parę rzeczy służbowych, dowiedzieć się gdzie jest promocja na staniki... no właśnie. Plotkarstwo jest jedyną czarną owcą w całym układzie. Zasadniczo jestem pewien, że większość kobiecej części mojej firmy wie o mnie więcej niż ja. Inna sprawa, że zdaję sobie z tego sprawę i nie udostępniam wszystkich informacji. Reasumując bardzo lubię kontakt z "ciociami" i "siostrami" z firmy. Ciotki to te +40, siostry poniżej. Z larwami się nie zadaję, to działa w przypadku lawr jak i męskiej strony chujowości czyli farfocli. Muszę również dodać, że ogromu kobiet w firmie nie znam bo zwyczajnie się ich wstydzę. I tak jest długonoga ruda - ideał ciała, jednak trochę zadata głowa i zimno wiejące od niej skutecznie mnie odstrasza od bardziej rozwiniętej rozmowy. Dalej jest koleżanka która figurą zawstydziła by nie jedne dziewczę. Talię skubana ma idealną, super nogi, miła twarz, genialne piegi. Niestety wspomniana koleżanka jest z serii "jeśli nie jesteś prezesem to do mnie nie podchodź" w sprawach prywatnych, więc wozi się raczej z facetami w przedziale 40-50 a sama ma 28. Chore kurwa. Taka śliczna dziewczyna... Następna w kolejce jest ciemnowłosa. Dzieciata, mężata a jak wygląda! Dość niska, świetny tyłek, miła zawsze uśmiechnięta. Generalnie bardzo sympatyczna osoba, chociaż brzydko mówiąc, coś czuję, że jest nie do... tego. To dobra kobieta która kocha dzieci, męża, pracę, ale w oczach czasem widać krzyk i chęć szaleństwa (co zresztą potwierdziła na imprezie służbowej - przypomnijcie mi, żebym napisał o tej nocy). I tak w zaszdzie mogę objechać większość kobiet u mnie w firmie, bo wszystkie znam conajmniej z widzenia. Lubię je, niektóre są chamskie, brzydkie, wredne, niskie, tłuste, chude, karierowiczki, kochanki prezesów, matki, singielki. Zawsze w kobiecie da się znaleźć coś co można polubić - jak trzeba. Tytułem wstępu... Jakiś czas temu do działu X przyszła pewna dziewczyna. Typ księgowej, czyli nienaganny strój, okulary, makijaż odpowiedni, wszystko dobrane idealnie. Styl ma niesamowity, potrafi się ubrać jak kobieta z lat 60tych i wyglądać w tym profesjonalnie uchylając rąbek seksowności. Fenomenalne blond włosy, często umalowane usta i ten zapach niosący się metry za nią ... Dziewczyna jest wyjątkowo zjawiskowa. WYJĄTKOWO. Zachwyca mnie urodą, stylem ubierania, zapachem, barwą głosu, kolorem oczu... chyba dalej nie muszę pisać. Oczywiście jest to najdalsza mi osoba w firmie, przy której wydukanie zwykłego "Cześć" jest osiągnięciem na skalę światową, jednak mimo to jest w niej tak niesamowity magnetyzm, to coś. Doceniam to piękno, bo wcale nie muszę się z nią umawiać. Może i bym chciał, ale być może zniszczyło by to mój obraz tej ślicznotki. Tak jak ja ją postrzegam mi wystarczy póki co. I dziewczyny, jeśli pracujecie w korpo i idzie za wami facet, na 100% gapi się na wasz tyłek. Jeśli nie to albo jest pedałem albo ma małe dziecko i jest za bardzo zajęty zmienianiem obsranych pieluch w nocy żeby mieć jeszcze ochotę na wyobrażanie sobie waszej seksownej pupy w innych okolicznościach. Taka prawda i koniec. Nawet jak ktoś jest tłustym baleronem to taki facet spojrzy z ciekawości - bo jak to? Czy to fizycznie możliwe? "Taaaa, możliwe, dajesz klapsa i wchodzisz za trzecią falą". Tak więc firmowo, jeśli ktoś ze mną ma wspólny temat to lepiej żeby to była babeczka. Niestety przyznaję się, jestem bardziej życzliwy dla kobiet bo jestem tak traktowany z wzajemnością. Lubię swoją pracę póki jakiś fajfus wielce-wszystko-wiedzący nie wpierdala mi się w ciasto i nie mieszą w złą stronę. Generalnie, jak ktoś mi nie stoi nad głową to efektywność mam świetną. Wystarczy, że z daleka poczuję smycz lub inwigilację to koniec. Zero, chuj, L4, urlop, spierdalajcie. Życie korpo to dziwka. Życie w korpo ma swoje smaczki za które dziękuję. A jeśli komuś powyższe stwierdzenie wydało się seksistowskie.. to cóż.. ekhm.. Trzeba było nie czytać! Niestety nie zawsze udaje się dotrzymać słowa, jednak wielkie słowa głoszą "tam gdzie się pracuje, tam się chujem nie wojuje". Święte słowa. Cheers! skomentuj (1) Czy Bond był pedałem ? 2012-02-07 19:19:20 Aaaaaach - usiadłem zaciągając się martini ze szklanki w której postukiwał lód. Ale martini to podobno pedalski alkohol, przynajmniej kojarzy mi się z Cosmo i wykwintnymi kolacjami dla Pań. - Szczerze to chuj mnie to obchodzi - pomyślałem. Bond też pił martini, shaken not stirred. Chociaż w jego wykonaniu martini było w 1/5, reszta to czysta wóda. Bond był alkoholikiem. Co jest do cholery, piję martini, słucham Lamb, jakiś pedalski wieczór! Albo nostalgia. A może zwyczajnie zmęczenie ? Na początek przeprowadzę racjonalną porcję codziennego wkurwiactwa. Pięć punktów dostaje Pani za którą wlokłem się przez pół godziny próbując wrzucić trójkę przy 50 km/h. Gdy już udało mi się ją wyprzedzić, pięć złotych w mych oczach zostało onieśmielone niewiastą która nie dość, że napierdalała przez telefon to jeszcze miała na tyle zwojów w mózgu, żeby móc przy okazji się malować. Szczątkowymi odruchami prowadziła samochód. Siedem punktów dostaje koteczek który postanowił, że te głośniki już nie będą stały. Będą leżeć, bo przecież ta suka grająca musi ponieść porażkę i tak się stało, a sukces został uwieńczony wysikanym napisem w kuwecie "I <3 U". Dwadzieścia punktów komisja olimpijska przyznaje wszelkim portalom informacyjnym typu WierutnaPodolska, Sranet czy GównoPrawda. Że (nie zaczyna się zdań od że!!).. że się tak wyrażę - gówno mnie kurwa obchodzi czy panie Grycan mieszczą się w stodole i zakładają spadochrony zamiast gaci, Monika Olejnik nie zmieniła szminki w dwóch programach pod rząd (!) a w lutym spadł śnieg. Skandal, kurwa w lutym śnieg. Do tego dochodzą poboczne informacje związane z tym, że Cola jest niezdrowa, jest kryzys i wszystko ssie. Chuj z wami, jeszcze w dodatku 'pisać nie potrafiom palanty jakeś'. Ja nie muszę, choć powinienem. Oni powinni a jak widać - nie muszą. Na kolejnym miejscu dumnie kroczy kolega Wu który w zeszłym tygodniu postanowił się hajtać. Ja rozumiem, że bachor, że męska decyzja ależ kurwa, deja vu czy co, po mordzie chciałem go lać - tak z własnego doświadczenia. Pierwsze mejsce w ostatecznym rankingu należy jednak się mi - bo znoszę to całe korpo-gówno. Amen. Kolejną sprawą którą chciałem poruszyć na dzisiejszym spotkaniu to moje zwidy. Cały dzień dziś widzę pewną osobę. Najpierw w pracy, centralnie przy windzie myślałem, że to Ona. Okazało się, że to tylko podobny kolor włosów i być może fryzura. Potem spotkaliśmy się na lunchu gdzie znowu nie wiedziałem czy przypadkiem się czegoś nie nawdychałem czy faktycznie moje oczy nie kłamią. Następnie ta dziewczyna w kolejce, ten sam odcien włosow i ten sam zapach, podobny wzrost. I do tego takie dziwne uczucie we mnie, radość, ucieczka, tak, nie, teraz, nigdy. Masakra. Cały dzień widzę Ciebie, nie mam pojęcia czemu. Mam nadzieję, że nic się nie stało i nie zostałem wywołany jakimś zaklęciem na przywoływanie koszmarów. Nawet chciałem napisać, zapytać czy wszystko ok, jednak tego nie zrobiłem. Jest mało kobiet które darzę sympatią, jeszcze mniej o których czasem myślę, ale gdy już je widzę tam gdzie ich nie ma to znaczy, że są kimś bardzo wyjątkowym. Przynajmniej dla mojej głowy. Są osoby które uwielbiam za samo nastawienie do życia, za to jakie są, to są pełne skarby, ale jest ścisła czołówka love story reżyserii "mła". Potencjalnie spotkałem w życiu 3,5 osoby z którą chciałbym spróbować spędzić trochę więcej czasu niż wynosi rekord (5 lat). Swoją drogą, to dobry materiał na następne spotkanie, a teraz ubierać się cieplutko i spierdalać na dwór! Niebo piękne i czyste a dziś pełnia! AUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU! PS. Kto nigdy nie wył do księżyca ten faja! skomentuj (0) Z serii : najgorsza randka w życiu - Kasia 2012-01-20 19:28:00 Konkurs rozstrzygnięty! Wygrały dwa zgłoszenia exec quo z mocniejszym naciskiem na "najgorsza randka w życiu". Imiona, lokale i cała reszta to czysta fikcja literacka. Kasię poznałem w dość dziwnych okolicznościach. Otóż serwis internetowy prowadzony przez owe dziewczę był dla mnie w swoim czasie dość użyteczny, tak też wymiana mailowa była jak najbardziej naturalna. Sprawy czysto służbowe, chujemuje na temat specyfikacji, ogólnie mówiąc straszne głupoty. Spotkanie z W (ziomson w slangu ludzi kwadratu, joł) - i jak mnie wczoraj moja opierdoliła to musiałem się przykryć ogonem - odparł W - to uważaj, to pierwszy stopień do zawodowego kapcia. - kapcia ? - skrzywił się W siorbiąc whiskey - no pantofla - odparłem - nie możesz ciągle sobie pozwalać, idziesz na zakupy i Cię nie ma 8h, kurwa człowieku wiesz co to jest 8h zakupów ?? - pytałem retorycznie - ech, wiem - stęknął W i siorbnął whiskey z colą do końca - tak generalnie to mi to nie przeszkadza, te wszystkie laski w sklepach z damskimi ciuszkami, stary wlazłbyś tam sam ? Nie! no właśnie, a ja mam wymówkę. Z małżowiną wchodzę, zawieszam się na 10 min na nogach pani przymierzającej kieckę i decyt. - jest to pewnego rodzaju rozwiązanie - próbując mu wyjaśnić - ale spędzać 8h gapiąc się na dupy. Ani nie dostaniesz, ani nie wyrwiesz, jeszcze dostaniesz opierol za żurawia na kasjerkę i debet na karcie. - tak, ale warto. Dupa zadowolona, obkupiona i wieczór jest mój! Widziałeś te czarne koronkowe w triumphie ? Zgadnij kto dziś je będzie ściągał! - touche, jednak i tak przejebałeś... ach. Nie będę się z Tobą argumetował. Przepraszam, jeszcze po jednym poproszę. (...) - jak to ?? - W nie mógł uwierzyć - Kasia Kowalska jest twoim supportem dla tego projektu ?? Ahahahahahaha! - co rżysz patafianie ? Zbieżność nazwisk, mało to ... Po ustaleniach, okazało się, że Kasia Kowalska i Kasia Kowalska to jedna i ta sama osoba. - No to na co czekasz ? - jak to kurwa na co ? z czym ? - że niby ja miałem ją podrywać ? Służbowo ?? - Toć jedziesz, to fajna dziewucha, prowadziliśmy kiedyś wdrożenie do X gdzie Kasia właśnie trzymała za dupę cały zespół firmy Y. Prosta sprawa, piszesz, że ją kojarzysz z konferencji XYZ i dalej samo idzie. - ale po co!!! Jestem zajebany robotą i nie chce mi się, nawet seksu mi się nie chce. - i właśnie dlatego powinieneś. Drogą męskiej dedukcji stwierdziliśmy, że spróbuję. Tym sposobem zaproponowałem spotkanie do któego doszło w kawiarni, w samym centrum naszego pięknego miasta. Pierwsze wrażenie - babeczka ok, trochę niska, 5kg nadwagi ale ogólnie prezentowała się wybitnie dobrze. Ubrana ze smakiem, pachnąca i uśmiechnięta. Pierwsze wrażenie konkretnie - na 7.7/10. Tylko te kapcie... to znaczy buty. Nie wiem jak to nazwać, buty bez obcasa ale i "bez palców". Oznacza to nic innego co fakt, że największy palec stopy wpieprza się w ten otwór na przodzie buta i cała stopa wygląda ja jeden wielki haluks. Ostatecznie z tego czegoś wystaje jaskrawy lakier do paznokci, nie chcę wspominać o gorszych scenariuszach. Tak więc poza butami było bardzo dobrze. Lekko ponad prawidłową wagę dawało tej dziewczynie jeszcze większego seksapilu bo jej kształty prezentowały się fantastycznie - nie wierzcie, że chudzielce są seksowne. Są ale to skrajne przypadki. I tak nam zeszło na gadaniu jakieś 3h co jest ponad średnią krajową jeśli chodzi o pierwszy kontakt. Kawa wypita, dzięki i propozycja następnego spotkania - approved. Wyliczać by na palcach jednej ręki gdy doszło do spotkania u niej w domu. Standardowe, a może film, a może wino. Tylko idiota by myślał, że faktycznie chodzi o film. Tym sposobem ląduję na wycieraczce drzwi numer 006, ogolony, wyprasowany z butelką wina w łapie. Buzi buzi, jak fajnie że wpadłeś (nosz kurwa, umawialiśmy się??). Zaskoczeniem był fakt, że Kasia mieszkała z mamą. Której nie było. 1:0! Po połowie filmu i póltorej butelki wina zaczynamy się do siebie dobierać. Najpierw idzie jej bluzeczka która odsłania najbardziej kształtne i największe piersi jakie na tamten czas przyszło mi dotykać. - teraz to już może być tylko lepiej - pomyślałem Pozbywając się kolejnych części garderoby oraz wijąc się na kanapie, atmosfera robi się coraz ciekawsza. Muszę przyznać, że Kasia była bardzo rozpalona albo zwyczajnie świetna w łóżku. W zasadzie to można powiedzieć, że wyrypała mnie równo ze satysfakcją obojga, oszczędzę Wam szczegółów. (to innym razem) Tak więc leżymy sobie na ziemi i palimy papierosa gapiąc się w sufit - jest to fantastyczne uczucie które na filmach wygląda dobrze ale w rzeczywistości jest jeszcze lepsze! Nadzy oczywiście. Ja do końca nie byłem goły, kalosz nadal wisiał jak dętka przy wulkanizacji, więc zwyczajowo idę do łazienki pozbyć się ogumienia. Wszystko pięknie cacy, wychodzę na korytarz, trzecia kurwa w nocy i jak się domyślacie... otwierają sie drzwi. Stoję tak z flagą reprezentacji Polski, pełne umasztowanie (cud, że nie miałem skarpetek bo to już by było żenujące!!) i jedyne co udało mi się wydukać to "Dobry wieczór". Po czym krokiem męskim (czyli "coś mi dynda między nogami") pomaszerowałem do pokoju Kasi, oznajmiłem, że przyszła jej mama i zacząłem szukać gaci. Ot tak. Nie wiem jak, ale Katarzyna ubrała się w trybie natychmiastowym i poszła do salonu skąd dobiegały różne dźwięki, jednak wyraźnej awantury nie było. Gdy już zdążyłem ogarnąć gdzie leży moja druga skarpetka, co nie było łatwe, wparowała mama Kasi i oznajmiła, żebym się tym nie przejmował i przyszedł do salonu vel dużego pokoju. WTF sobie myślę, przecież to jest chore. Wchodzę a tam porządnie, wino pianino i obie domowniczki. I tak sobie gadaliśmy przy winie próbując rozluźnić sytuację równie napiętą jak moje krążenie sprzed 30 minut. Żebym nie skłamał, ale naprawdę było miło i dość luźno, nie czułem się jak zaszlachtowany pies, oczywiście nie wspomnieliśmy nic o seksie i tym podobnym, chociaż mama Kasi potrafiła wypalić czymś .. nastolatkowym. Swoją drogą jak na minimum 40 lat to prezentowała się poprawnie. Ale zaraz, co za kobieta wraca o 3 w nocy do domu, zastaje swoją córkę z jakimś wytatuowanym patafianem i jeszcze pije z nimi wino! (znowuuuu wino) W pewnym momencie szanowna rodzicielka raczyła puścić do mnie oczko I drugi raz. KURWA! Muszę spierdalać - pomyślałem. Wycofując się na pozycje bezpieczne, że już późno, że kota nakarmić, z psem wyjść i żelazko .. udało mi się dotrzeć do korytarza. Żegnając się z Kasią dostałem jeszcze całusa i mocnego graba za jajka, tak, że prawie zawyłem. Gdy już byłem na zewnątrz, zadzwoniłem po taksówkę która przyjechała 4 papierosy później. - na nazwisko X ? - TAK! W końcu! - a pan co taki ... energiczny o 5 rano ? - daj pan spokój, jedziemy stąd - w porządku w porządku kierowniku, ale gdzie ? - a można u pana palić ? - ano, ja palę - to masz pan 200 zł i proszę jechać wolno. Żaba, zoo, świętokrzyski, wisłostrada, starówka, centrum trasą AK na bemowo. Na świętkorzyskim się zatrzymamy na fajka. Starczy ? I tym sposobem doznałem najdroższego kursu taxi w moim życiu, ale warto było. Zupełnie odseparowany od rzeczywistości, na wpół pijany, zaspokojony i wystraszony pojechałem na najlepszy cruize taksówką w życiu. PS. Nie jest to najgorsza randka w moim życiu, jednak żenująca sytuacja z fletem na wierzchu i rozhahaną mamą ... W moim wieku przeszło to wszelkie oczekiwania. PPS. Z Kasią nam się świetnie było jednak po czterech miesiącach drogi się rozeszły. Wszelkie podobieństwo do kogokolwiek jest przypadkowe. skomentuj (3) |
2012 |